Troche tworzywa sztucznego pare szwów w środku balon... Niby nic, a każdy wie o czym mowa...
Blog > Komentarze do wpisu

Bo kocha się od dziecka


Powstała z odmętów, wyrosła z własnych zgliszczy i znów sięgła szczytu. Pozbawiona wychwalanego pod niebiosa trenerskiego geniusza Franka Rijkaarda, piłkarskiego bożyszcza tłumów Ronaldinho i genialnego Deco, wydawała się zaczynać od zera i znów potrzebować lat, by żmudnie wdrapać się na zdobyty w 2006 roku szczyt.
Dowcipkowałem sobie wczoraj z MIKRUSÓW Dumy Katalonii, których rzekomo mieli zabiegać rugbiści Fergusona. Tymczasem czerpiące siłę gdzieś z nieznanej nam szerzej koniugacji Wenus, Marsa i Jowisza wywołanej wybuchami na słońcu, owe mikrusy rozbiły w pył drugą linię Manchesteru, demolując silnego Carricka, Rooneya, długodystansowca Parka. Mistrzom Anglii sił i umiejętności wystarczyło na 10 minut spotkania, po koszmarnym błędzie Vidicia obrona Manchesteru już nie wstała, a razem z nią cały zespół.

Nie mam pojęcia czego zabrakło Czerwonym Diabłom determinacji, siły, odporności psychicznej, przygotowania taktycznego? Tak słabego meczu w wykonaniu mistrzów Anglii nie widziałem w tym sezonie, owszem były większe i mniejsze kryzysy, ale nigdy w meczach arcyważnych czy wręcz historycznych.

Co różni Barcelonę od Manchesteru? Różni niemal wszystko, styl gry, zawodnicy, filozofia footballu ale jest coś jeszcze, siła lokalnego patriotyzmu. Czerwone Diabły chociaż to zabrzmi trochę krzywdząco są armią genialnych, najlepszych w swoim fachu najemników. W podstawowej jedenastce Ferguson desygnował do gry raptem dwóch wychowanków (O`Shea, Gigs), do gry Walijczyka, odpierającego na przemian ataki Henriego i Messiego najmniejszych zastrzeżeń nie mam, wręcz przeciwnie przy indolencji Ferdinanda i Vidicia uważam, go za najlepszego gracza Anglików. Podczas, gdy reszta zespołu po prostu zawiodła, nie rzucił mnie na kolana miotający się bez celu i pomysłu Ronaldo, nie powalił na kolana ultra ofensywny kwartet Berbatov, Tevez, CR7, Rooney. Każdy z nich wyrastał w legendzie MU do którego potem trafił, bo kto z kopiących zawodowo tych kilka szwów i balon nie marzy o grze na Old Trafford? To jednak okazała się za mało by powstrzymać graczy wyrosłych od dziecka w micie Barcy.

W podstawowej jedenastce Blaugrany wybiegło aż SIEDMIU WYCHOWANKÓW, piłkarzy od dziecka dorastających u boku swoich idoli, podglądających gdzieś ukradkiem zagrania Guardioli, Koemana, Stoiczkowa. Wrastających w legendę Barcelony od najmłodszych lat, to Ci juniorzy sprzed dekady czy nawet mniej, zakochani w Dumie Katalonii, z sercem bijącym w rytm jej sukcesów i porażek. Na skrzydłach miłości wznieśli się na poziom dostępny tylko dla Bogów footballu, którymi okrzyknąć ich wcale mi nie wstyd. Kocha się od dziecka, bo miłość dziecięca jest tą najczystszą formą uczucia jaką człowiek zna i wciąż nie zdołał zniszczyć, dla swoich wychowanków taką miłością jest właśnie Barcelona.

W rok po amputacji dawnych symboli wielkiego zespołu sprzed trzech lat, magia Barcelony wypycha ją na poziom niedostępny dla całego świata. Barcelona Guardioli to zespół ponadczasowy, to coś więcej niż zespół grający za wielkie pieniądze, pędzący po trofea jak Manchester, to owoc filozofii, religii i kultu wyrosłego wokół Granatowo - Szkarłatnych barw. Ta pasja niemal jak u fanatycznych religijnych radykałów była i pewnie będzie tą tajemniczą siłą czerpana z koniugacji Jowisza z czymś tam jeszcze.

Blaugrana, o której grze świadczyli wczoraj nie kupowani za ciężkie miliony Alves, Henry, Abidal, Keita wyniosła się na szczyt wychowankami Busquets, Puyol, Valdes, Messi, Xavi, Iniesta, Pique grają nie tylko dla pieniędzy i pucharów. Wczoraj walczyli w imię swoich marzeń, realizowali szczenięce wizje niemal jak młodziutki Fabio Cannavaro podający piłki podczas mistrzostwa świata we Włoszech w 1990 roku, podglądający swoich wielkich rodaków zdobywających mistrzostwo świata.

Zaczniemy za chwilę narzekać na ciężkie miliony topione w rynek transferowy przez nowego, starego prezesa Królewskich, na morze petro dolarów płynące nieprzerwanie z niebieskiej części Manchesteru. Znowu football będzie błyszczał złotem i pieniędzmi, czerwonymi Ferrari Ronaldo, wspominajmy i trwajmy więc jak najdłużej w tym tryumfie miłości do klubowych barw, która wczoraj dała nam najpiękniejszego zdobywcę Pucharu Europy od lat.

Przeczytałeś/aś podobało się?
Pozostaw ślad po sobie zmotywuj autora do dalszej pracy nad jego warsztatem.
Rozpocznij dyskujsę wytknij błędy i napisz swoje spostrzeżenia.
Poleć znajomym.
Wpadaj jak najczęściej.

Pozdrawiam Gniazdowy
czwartek, 28 maja 2009, gniazdowy

Polecane wpisy

  • Antiga mnie urzekł.

    Z mieszanymi uczuciami przyjmowałem wiadomość o wyborze prawie 40 letniego Antigi na selekcjonera naszych siatkarzy. Kunsztu sportowego byłemu gwiazdorowi repre

  • Czy szaleństwa Smudy zadziałają również wiosną?

    Runda jesienna w wykonaniu Wisły zaskoczyła wszystkich, zaskoczyła pewnie nawet samego Smudę i Jacka Bednarza, natchnęła wiarą w zespół mocno nadwątlone zaufani

  • Chelsea jednak można odmłodzić

    Równo rok temu na inaugurację Ligi Mistrzów Chelsea podejmowała Bayer Leverkusen mecz ten miał być początkiem nowego, młodego, prężnego zespołu prowadzonego pr

Komentarze
2009/05/29 01:02:08
Fajny tekst :). Wracając do twojej wypowiedzi pod poprzednim komentarzem: ja obstawiałem pewne zwycięstwo Barcelony. Spodziewałem się co prawda nieco innego meczu, niemniej jednak jestem zadowolony po finale.

A Rijkard nie był uważany w Katalonii za geniusza. Owszem, wykonał świetną robotę, ale gdy odszedł Ten Cate stało się jasne, kto tak naprawdę stał za sukcesami katalończyków. To tak gwoli uzupełnienia ;).

Pozdrawiam!
-
gniazdowy
2009/05/29 01:48:47
To był zbieg okoliczności, bo z odejściem Ten Cate zbiegł się nowy wizerunek Ronaldinho króla katalońskich dyskotek. Chyba że postrzegamy Holendra jako ostatniego mentora mogącego zapanować na swawolami Brazylijczyka...
Co w sumie może być bliskie prawdy

Natomiast Rijkaard dał Barcy upragniony Puchar Europy, dal dwa zwycięstwa w La Lidze, oparł zespół na piłkarzu wówczas kompletnym. Taktyka Barcy często w trudnych chwilach jak słynny mecz z Milanem opierała się na podaniu piłki do Ronaldinho i liczeniu co on z nia zrobi? Tutaj bym dopatrzył się największego błędu Franka.

Guardiola jest rozważniejszy równiej szafuje siłami i obowiązkami w zespole ale ma też inny zespół, wczesniej Henry i Ronaldinho dublowali się z lewej strony teraz Francuz został tam sam i ożył.
-
Gość: donkey, 62.121.135.*
2009/05/29 11:11:24
No i jeszcze jedna ważna rzecz - przygotowanie fizyczne i medyczne do sezonu. Mało kontuzji (właściwie tylko jedna dłuższa absencja Iniesty) i wysoka wytrzymałość na trudy sezonu, a przecież terminarz był momentami morderczy (wciąż nie mogę się nadziwić przejścia w takim stylu w ciągu miesiąca z okładem meczów z Sevillą, Valencią, Realem, Athleticiem, dwóch meczów z Chelsea i wielkiego finału z ManU).
-
Gość: donkey, 62.121.135.*
2009/05/29 11:12:27
Ach, zapomniałem o kontuzji Marqueza... Ale to dlatego, że miał godnego zastępcę...
-
2009/06/04 13:53:14
Co do Ten Cate: Czy myślisz, że Avram Grant jest na tyle dobrym trenerem, żeby pociągnąć drużynę do finału Ligi Mistrzów, i przegrać jedynie przez przypadek, mimo, że nie udalo się to wcześniej nawet Mourinho? Na ławce znów był Ten Cate, człowiek odcięty od mediów, koncentrujący się jedynie na pracy z zespołem, i - co najważniejsze - potrafiący chwycić rozkapryszone gwiazdy za mordę, i zmusić je do pracy.

A wizerunek Dinho jako imprezowicza nie był nowy, on już w Paryżu miał podobne wybryki, do czego z resztą sam się przyznawał.

Co do słynnego meczu z Milanem: tam pierwsze skrzypce grał Iniesta: młody, przebojowy, któremu nie dało się zabrać piłki. Pod nieobecność Xaviego (zerwane więzadła) to on był mózgiem drużyny.

Guardiola jest piekielnie inteligentny i pracowity, do tego ma olbrzymi i niepodważalny autorytet, dlatego osiągnął sukces. Dlatego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na przyszły sezon będzie ponowna supremacja Barcelony, zarówno w La Liga, jak i LM.
-
Gość: pogromca debelili, *.ssp.dialog.net.pl
2009/12/02 10:39:46
hardee, wez rozped i stuknij sie w leb o mur, najlepiej 5 razy i zastanow sie co piszesz imbecylu.


Gniazdowy:
Ośmiolatkowi wymyślili treningi
piłki ręcznej, by brzuch przestał
być najcięższą częścią jego ciała.
Jakiś stary facet kazał biegać...
Dziś ten sam jeszcze trochę starszy człowiek
jest wielkim wzorem i AUTORYTETEM
Przez ostatnich 14 lat poznałem rozkoszny
smak zwycięstwa i kształtującą siłę wielu porażek.
O piłce ręcznej napisze wszystko jako
trener, zawodnik i sędzia.
O piłce nożnej napisze jak czuję,
bo jest religią, chociaż nie zanalizuje
strzałek na wykresie w TVP
Napiszę jednak kto powala mnie na kolana,
a kto rozczarowywuję
Sport to miejsce pięknych zwycięstw
i jeszcze piękniejszych porażek

Napisz co myślisz,
Zostaw ślad po sobie,
Pokaż mi moją porażkę, bo ona mnie kształtuje
Pochwal, bo jestem taki jak TY lubię smak zwycięstwa
Gniazdowy

Kontakt:
E-mail: gniazdowy@gmail.com
Gadu-gadu:Gniazdowy
gg:3874641
Gadu-Gadu