Troche tworzywa sztucznego pare szwów w środku balon... Niby nic, a każdy wie o czym mowa...
Blog > Komentarze do wpisu

Legła Warszawa


Chociaż euforia zgromadzonych wczoraj na Reymonta fanów Wisły po ostatnim gwizdku Roberta Małka udzieliła się i mnie, to wcale nie mam zamiaru w publicznych rozważaniach popuszczać wodzy fantazji. Kibicowskie waśnie odsuwam na bok i dalej twierdzę, że legła wczoraj w Krakowie Warszawa.
Legła Warszawa, bo padła mentalnie drużyna Jana Urbana, wicemistrzowie Polski byli wczoraj zespołem bez charakteru, ambicji, grającym niemal pod przymusem. Oczekiwałem wielkiego meczu, walki do utraty tchu, emocji i łez czy to rozpaczy, czy radości. Tymczasem Legia podobnie jak w drugiej połowie meczu z Lechem przyjechała do Krakowa, by potorturować siebie i kibiców piłkarskim knotem.

Podopieczni Jana Urbana w pierwszej połowie nie przeprowadzili ani jednej składnej akcji ofensywnej. Sztuka wymienienia czterech dokładnych podań wydawała się dla warszawiaków niedostępna niemal jak sekrety zmieniającej ołów w złoto alchemii. W ataku Chinyama zamiast straszyć Pawełka sam sprawiał wrażenie zastraszonego przez Marcelo. Młody Brazylijczyk szybkościowo i fizycznie zdominował gwiazdora wojskowych, których w lidze słynie właśnie z siły i dynamiki. Hasający jak konik polny pomiędzy ligowymi obrońcami Takesure wczoraj był powolny ociężały, przerażony głośnym dopingiem fanów Białej Gwiazdy gdzieś zagubił wszystkie swoje walory.

Dla równowagi nie lepiej prezentował się Paweł Brożek, niezastąpiony lider i najlepszy strzelec Białej Gwiazdy zamiast podrywać partnerów do walki jak podczas jesiennej potyczki na Łazienkowskiej, pozwolił się kompletnie zdominować Choto. Zazwyczaj nienaganny technicznie wczoraj mógł dwukrotnie przesądzić o losach spotkania, w obu sytuacjach po podaniach Zieńczuka i Rybusa… nie potrafił opanować prostej piłki. Piłkarska indolencja dwóch najlepszych napastników ligi była jednak jedynym wspólnym dla obu jedenastek zjawiskiem.

O możliwościach drugiej linii Legii pisałem sam nie wiem ile razy bogactwo Rogera, Iwańskiego, Gizy daje trenerowi Urbana najkreatywniejszą przynajmniej na papierze drugą linię w Polsce jakiej nie miał nawet Kasperczak w złotym okresie Wisły. Na Reymonta ani Roger, ani Iwański czy Giza serca do gry nie pokazali, piłkarze przyzwyczajeni do kreowania gry, liderowania swojemu zespołowi zatracili bojowego ducha. Doszukać się wśród nich ambicji i woli walki było wczoraj syzyfowym zadaniem. Legia stała się dla mnie ofiarą własnych kibiców i prezesów, ja słuszności argumentów stron w sporze Walter – Żyleta rozsądzać nie zamierzam. Wiem tylko, że kochający ponad wszystko swój klub warszawiacy sami pozbawiają go ducha, odbierając doping własnym piłkarzom odcinają ich od jakichkolwiek związków z własnym klubem. Jak się utożsamiać z milczącymi sektorami? Nawykli do trybunowych wrzasków kopacze dziś pozbawieni jakichkolwiek przejawów wsparcia własnych fanów, nie czują się Legionistami. Wręcz przeciwnie cicha Legia staje się legią cudzoziemską, której piłkarze są elitarnymi najemnikami nie grającymi dla jakiejś wyższe idei, a własnego zysku i korzyści.

Serca do gry nie brakowało chyba tylko jednemu Borysiukowi, czy determinuje go do tego młody wiek? olbrzymie serce do walki? czy miłości do Legii? nie wiem i osadzać nie będę. Wiem za to, że niesieni dopingiem własnych kibiców krakowianie w drugiej linii szczególnie w pierwszej połowie niszczyli rywali z każdą minutą. Ciągle mam przed oczami malutkiego Boguskiego wygrywającego pojedynek główkowy z Astizem w pierwszych minutach meczu, czy założone mu później dwie kompromitujące siatki. Szczęściem Legii błędy swojego partnera na środku defensywy był w stanie naprawiać Choto, który w odpowiedzi na postawę Marcelo był nie do przejścia dla zawodników mistrza Polski.

Po mimo moich przedmeczowych marzeń czy podniosłej atmosfery jaką wiślacy próbowali stworzyć niecodziennymi plakatami. Wielkiego spektaklu na Reymonta nie było, po raz kolejny nad ligowymi waśniami zwyciężyła piłkarska niemoc słabnących gigantów. Wisła była lepsza o jedna bramkę, została liderem tabeli ale przede wszystkim zagrała ambitnie, pokazała wolę walki w kilku sytuacjach większą od własnych umiejętności. Spoglądając jedynie na murawę ciężko uwierzyć, że starły się wczoraj dwie najlepsze drużyny polskiej ligi w ostatniej dekadzie, główni pretendenci do kolejnego mistrzowskiego tytułu. Zwaśnieni kibice, przypominająca wcześniejsze klęski Wisły z Legią prasa w przeciwieństwie do piłkarzy potrafili nadać temu pojedynkowi należną rangę.

Przeczytałeś/aś podobało się?
Pozostaw ślad po sobie zmotywuj autora do dalszej pracy nad jego warsztatem.
Rozpocznij dyskujsę wytknij błędy i napisz swoje spostrzeżenia.
Poleć znajomym.
Wpadaj jak najczęściej.

Pozdrawiam Gniazdowy
poniedziałek, 11 maja 2009, gniazdowy

Polecane wpisy

  • Antiga mnie urzekł.

    Z mieszanymi uczuciami przyjmowałem wiadomość o wyborze prawie 40 letniego Antigi na selekcjonera naszych siatkarzy. Kunsztu sportowego byłemu gwiazdorowi repre

  • Czy szaleństwa Smudy zadziałają również wiosną?

    Runda jesienna w wykonaniu Wisły zaskoczyła wszystkich, zaskoczyła pewnie nawet samego Smudę i Jacka Bednarza, natchnęła wiarą w zespół mocno nadwątlone zaufani

  • Chelsea jednak można odmłodzić

    Równo rok temu na inaugurację Ligi Mistrzów Chelsea podejmowała Bayer Leverkusen mecz ten miał być początkiem nowego, młodego, prężnego zespołu prowadzonego pr

Komentarze
Gość: Yev, 195.33.129.*
2009/05/11 15:37:46
I gdzie Chinyama?

Niedawno byl felieton chwalacy tego pilkarza - stwierdzenie, ze to on sam dal Legii pozycje lidera.

No to teraz odebral. Nietrafienie z 4 metrow w barmke to szczyt indolencji.
Wydaje sie, ze majac w skladzie nawet Majkowskiego w miejsce Chinyamy Legia moglaby cos ustrzelic w Krakowie.

Ostatnio jesli Legia z Wisla wygrywala byla to czesto zasluga wlasnie drugiego skladu.
-
gniazdowy
2009/05/13 08:11:13
Kiedy tylko Chinyama na to zasługiwał ja o tym pisałem, kiedy zabrał Legii punkty ne Reymonta ponarzekać wypada. W Wiśle rownie tragicznie gral Brożek, to jego najgorszy mecz w tym sezonie w ekstraklasie. Choto go nieźle krył ale miał dwie setki a nie przyjął piłki...


Gniazdowy:
Ośmiolatkowi wymyślili treningi
piłki ręcznej, by brzuch przestał
być najcięższą częścią jego ciała.
Jakiś stary facet kazał biegać...
Dziś ten sam jeszcze trochę starszy człowiek
jest wielkim wzorem i AUTORYTETEM
Przez ostatnich 14 lat poznałem rozkoszny
smak zwycięstwa i kształtującą siłę wielu porażek.
O piłce ręcznej napisze wszystko jako
trener, zawodnik i sędzia.
O piłce nożnej napisze jak czuję,
bo jest religią, chociaż nie zanalizuje
strzałek na wykresie w TVP
Napiszę jednak kto powala mnie na kolana,
a kto rozczarowywuję
Sport to miejsce pięknych zwycięstw
i jeszcze piękniejszych porażek

Napisz co myślisz,
Zostaw ślad po sobie,
Pokaż mi moją porażkę, bo ona mnie kształtuje
Pochwal, bo jestem taki jak TY lubię smak zwycięstwa
Gniazdowy

Kontakt:
E-mail: gniazdowy@gmail.com
Gadu-gadu:Gniazdowy
gg:3874641
Gadu-Gadu