Troche tworzywa sztucznego pare szwów w środku balon... Niby nic, a każdy wie o czym mowa...
Blog > Komentarze do wpisu

A jednak Lewandowski miał rację...


"...Ja staram się grać i dogrywać kolegą, czy jak w meczu z Czarnogóra karnego zrobić ... Mamy też Ligę Mistrzów i ta forma, też nie chciałem, żeby przyszła za wcześnie, bo ciężko by było ją utrzymać, a tak jednak mam nadzieję, że przyjdzie w najważniejszym momencie. I mam nadzieję, że jak strzelę tą jedną bramkę teraz załóżmy w Bundeslidze to już pójdzie z górki..."

Tymi słowami równo tydzień temu, po meczu z Mołdawią
tłumaczył się ze swojej strzeleckiej zarówno klubowej jak i reprezentacyjnej
impotencji trwającej od Euro 2012 Robert Lewandowski. Nie omieszkałem złośliwie
dociąć, żeby ta forma nie przyszła Robertowi jak już odda miejsce w napadzie w
Borussi, bo to nie reprezentacja Polski , żeby podstawowy napastnik był przy okazji
określany również jedynym...

Moje narzekania świeżość straciły już sobotniego popołudnia,
by przegnić całkowicie wtorkowego wieczoru. Najpierw fenomenalny mecz Polaków
przeciwko Bayerowi (bramka Błaszczykowskiego i Lewandowskiego, asysta Piszczka)
przyozdobił Lewy pięknym trafieniem głową po stałym fragmencie gry przy okazji
dobijając rywala na 3-0. Raptem 3 dni później postanowił Lewandowski po raz drugi
potwierdzić, że jego słowa z środowego wywiadu nie były rzucane na wiatr. Gdy
fanów w Dortmundzie rozczarował Hummels nie wykorzystując karnego, a cała
Borussia przypominała ten sam zagubiony w wielkim wirze Champions League klubik
z ubiegłego roku. Robert dostał trochę przypadkową piłkę od Łukasza Piszczka,
by nie przypadkowo, a wręcz idealnie, perfekcyjnie ograć zwodem obrońców i dać
mistrzowi Niemiec pierwsze zwycięstwo w tegorocznej LM.

Słuchając wspomnianego powyżej wywiadu odniosłem nieodparte
wrażenie, że to kolejna wymówka polskiego kopacza, że do znanych nam już
wykrętów o zamkniętym dachu stadionu, zbyt grząskiej murawie, kanciastej piłce,
przemęczeniu treningami. Teraz forma musi przyjść później i oczywiście wtedy to
zobaczymy... Kilka lat temu w tym kontekście tłumaczył się z estońskiego
blamażu Maciej Skorża, kiedy to jego Wisła miała właściwie z marszu przejść
klub z peryferii piłkarskiego świata.

Może jednak nasze obecne pokolenie piłkarzy doczekało się
graczy wybitnych, nie z powodu piłkarskich sukcesów ale piłkarzy znających
własne ciało. Ludzi świadomych własnych możliwości, potrzeb, znających podstawy
zdrowego odżywania i sportowego trybu życia. To właśnie Lewandowski, który
przewidział skok swojej formy najgłośniej w trakcie przygotowań do euro
narzekał na zbyt ciężkie treningi, na za duże obciążenia. Wtedy skrytykowany,
zaatakowany przez polskich trenerów, że gada zamiast trenować. Potem wraz całą
kadrą udusił się po 30minutach spotkania z Grecją, przebiegał jedynie drugie 45
minut z Rosją, by na koniec znowu wytrzymać 35minut w najważniejszym meczu
przeciwko Czechom.

Polski piłkarz od lat słynie z po za piłkarskiego
analfabetyzmu, gdy w Milanie czy Barcelonie piłkarzy hoduje się w troskliwie
jak pomidory w szklarni, w sztabach trenerskich fizjolodzy i dietetycy są nieodłącznymi
elementami zespołu. Dla odmiany w Polsce całkiem niedawno głośno było o
piłkarzach jednego z czołowych klubów, którzy wracając z meczu ligowego zrobili
wraz z trenerem postój na kolację w McDonald`s. Wypoczęty polski piłkarz
grający 40 meczy w sezonie, mający 4 miesiące wakacji w roku udaje się
emeryturę mając około 33lat, gdy barw Milanu niedawno bronił 38letni Inzaghi,
barw Interu nadal broni 39 letni Zanetti. Po murawie Old Trafford z wdziękiem nie
starzejącego się nastolatka biega kolejny 39-letni weteran Ryan Giggs.

Może polski zaciąg w Borussi, dwukrotnym mistrzu Niemiec, w
klubie który zdeklasował w ubiegłym roku Monachijskiego hegemona da nam coś
więcej niż wybitnych jak na nasze realia piłkarzy. Może w końcu natchnie
naszych ligowych kopaczy, działaczy, trenerów i prezesów klubów do tego, że
piłka nożna to już od wielu lat dużo więcej niż nauka kopania szmacianki. To
sztuka poznania własnego ciała, uczynienia z niej świątyni zdrowia, bo tylko
wtedy można walczyć o najwyższe cele, to również kwestia indywidualnego
podejścia do każdego zawodnika, bo nikt nie jest taki sam...

środa, 19 września 2012, gniazdowy

Polecane wpisy

  • Antiga mnie urzekł.

    Z mieszanymi uczuciami przyjmowałem wiadomość o wyborze prawie 40 letniego Antigi na selekcjonera naszych siatkarzy. Kunsztu sportowego byłemu gwiazdorowi repre

  • Czy szaleństwa Smudy zadziałają również wiosną?

    Runda jesienna w wykonaniu Wisły zaskoczyła wszystkich, zaskoczyła pewnie nawet samego Smudę i Jacka Bednarza, natchnęła wiarą w zespół mocno nadwątlone zaufani

  • Chelsea jednak można odmłodzić

    Równo rok temu na inaugurację Ligi Mistrzów Chelsea podejmowała Bayer Leverkusen mecz ten miał być początkiem nowego, młodego, prężnego zespołu prowadzonego pr



Gniazdowy:
Ośmiolatkowi wymyślili treningi
piłki ręcznej, by brzuch przestał
być najcięższą częścią jego ciała.
Jakiś stary facet kazał biegać...
Dziś ten sam jeszcze trochę starszy człowiek
jest wielkim wzorem i AUTORYTETEM
Przez ostatnich 14 lat poznałem rozkoszny
smak zwycięstwa i kształtującą siłę wielu porażek.
O piłce ręcznej napisze wszystko jako
trener, zawodnik i sędzia.
O piłce nożnej napisze jak czuję,
bo jest religią, chociaż nie zanalizuje
strzałek na wykresie w TVP
Napiszę jednak kto powala mnie na kolana,
a kto rozczarowywuję
Sport to miejsce pięknych zwycięstw
i jeszcze piękniejszych porażek

Napisz co myślisz,
Zostaw ślad po sobie,
Pokaż mi moją porażkę, bo ona mnie kształtuje
Pochwal, bo jestem taki jak TY lubię smak zwycięstwa
Gniazdowy

Kontakt:
E-mail: gniazdowy@gmail.com
Gadu-gadu:Gniazdowy
gg:3874641
Gadu-Gadu